wśród wieczornej ciszy
po spalonej ziemi
płynie pieśń głucha
przenikana łkaniem
wiatr chłodny ją niesie
tylko w taki sposób
czyniąc ukojenie
w milczącym cierpieniu
w ciemnym mroku zasnute
postacie dzieci bez nadziei
błąkają się jak zjawy
nieznające celu
bystre dziecięce oczka
tak żądne chleba i miłości
której nie znają nawet
ze zwykłych opowiadań
pokochaj dziecię
schowane wśród gąszczu
bo jego jedyną nadzieją
jesteś ty misjonarzu
Natłok słów potrafi dzisiaj stłumić prawdziwe wartości. Poeci muszą walczyć swym piórem, by nie splamić duszy poezji...
Łączna liczba wyświetleń
czwartek, 29 kwietnia 2010
wtorek, 27 kwietnia 2010
Niespełnione
życie przemija w ciągłym biegu
znowu praca
więzi w swych okowach
i brakuje sił na marzenia
które wciąż
zostawiam na później
znowu praca
więzi w swych okowach
i brakuje sił na marzenia
które wciąż
zostawiam na później
Droga ku wolności
Dzień był zwykły, wiosenny,
niewolą naznaczony.
Szliśmy cicho, w poniżeniu,
lecz oficerski honor
kazał nieść dumnie głowę.
Podróż trwała krótko,
jednak nikt nie wiedział,
dokąd zaprowadzi droga przeznaczenia.
Najgorsze zakończenie
rysowało się pod ciężkimi powiekami.
Silna ręka ciążyła na ramieniu.
Usłyszałem strzał.
I jeszcze jeden, i jeszcze…
Zadrżałem.
Prowadzono mnie w niepewną przyszłość.
Pragnąłem po raz ostatni
ujrzeć domek nad doliną Wisłoka.
Myśli krążyły nad małą ojczyzną
niby motyl nad kwiatem pełnym nektaru,
zamkniętym pod szklanym kloszem.
Nagle nogi ugięły się pod ciężarem ciała,
ktoś pchnął z całej siły w przepaść.
Ciemność narastała powoli.
W oddali ujrzałem jasne światło,
ruszyłem w jego stronę.
Wtem marzenie spełniło się,
a dusza po ciężkiej udręce,
wróciła do miejsca, które było jej bliskie.
Błogość ogarnęła myśli,
poczułem wolność bez granic.
To nic, że serce przestało bić.
Ocaliłem honor biednego kraju.
Nagrodą stał się powrót do ojczystej krainy,
do ukochanego skrawka strzyżowskiej ziemi.
Chociaż krótki – niezapomniany.
A potem Bóg rzekł:
„Chodź, bo jesteś godzien.”
I ujrzałem cały zastęp oficerów
stojących pod bramami nieba.
Śpiewali pieśń zwycięstwa.
niewolą naznaczony.
Szliśmy cicho, w poniżeniu,
lecz oficerski honor
kazał nieść dumnie głowę.
Podróż trwała krótko,
jednak nikt nie wiedział,
dokąd zaprowadzi droga przeznaczenia.
Najgorsze zakończenie
rysowało się pod ciężkimi powiekami.
Silna ręka ciążyła na ramieniu.
Usłyszałem strzał.
I jeszcze jeden, i jeszcze…
Zadrżałem.
Prowadzono mnie w niepewną przyszłość.
Pragnąłem po raz ostatni
ujrzeć domek nad doliną Wisłoka.
Myśli krążyły nad małą ojczyzną
niby motyl nad kwiatem pełnym nektaru,
zamkniętym pod szklanym kloszem.
Nagle nogi ugięły się pod ciężarem ciała,
ktoś pchnął z całej siły w przepaść.
Ciemność narastała powoli.
W oddali ujrzałem jasne światło,
ruszyłem w jego stronę.
Wtem marzenie spełniło się,
a dusza po ciężkiej udręce,
wróciła do miejsca, które było jej bliskie.
Błogość ogarnęła myśli,
poczułem wolność bez granic.
To nic, że serce przestało bić.
Ocaliłem honor biednego kraju.
Nagrodą stał się powrót do ojczystej krainy,
do ukochanego skrawka strzyżowskiej ziemi.
Chociaż krótki – niezapomniany.
A potem Bóg rzekł:
„Chodź, bo jesteś godzien.”
I ujrzałem cały zastęp oficerów
stojących pod bramami nieba.
Śpiewali pieśń zwycięstwa.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)