Łączna liczba wyświetleń

poniedziałek, 26 grudnia 2011

Zakątek

Paniom z KGW

Jest gdzieś taki skrawek świata,
gdzie powracać pragnę wciąż,
gdzie wdzięcznego śpiewu ptaków
nie zagłusza gniewu cień.

Tam życzliwość mieszka w domach,
zapach traw kołysze sny,
chleb ma smak prawdziwych uczuć
które w każdym sercu lśnią.

Tam nadzieja ciągle błyszczy
na stoliku trudnych dni.
Wspólna radość, miłość, smutek
uczą cenić życia dar.

A królewskie krajobrazy
budzą łezkę tęsknych chwil,
gdy najwyższy czas nadchodzi,
by opuścić zieleń traw.

środa, 21 grudnia 2011

Studencki adwent

już niedługo
opuszczę szare miasto
zostawię kurz asfaltu
i nierówność zaniedbanych uliczek
ucałuję rodzinną ziemię
by potem
obrócić życie
o sto osiemdziesiąt stopni

Przemiana

poszłam szukać natchnienia
na drugim końcu miasta
znalazłam słabość smutek i cierpienie
życie postawiło mnie na piedestale czasów
a to jedno kruche tchnienie
które kiedyś było dla mnie wszystkim
upadło w przepaść rozpaczy
chciałam otrzeć łzę
pocieszyć ciepłym słowem
przygarnąć jego dłoń wychudłą
i powiedzieć że pomimo...
że gotowa jestem schylić się nad każdą duszą
wtedy słowa zamieniły się w milczenie
smutnych oczu

piątek, 2 grudnia 2011

Pamiętniki

czas upływa coraz szybciej
dni te same wciąż i krótkie
czasem uśmiech sprzątnie kąty
częściej łza się zawieruszy
między kartką pamiętnika
czytanego wciąż od nowa
a gorącym wierszem chwili
kiedy szczęście kwitło w dłoni
i spełniały się marzenia

dzisiaj słowa wersów żywych
w historyczny szkic poukładane
budzą nutkę zatęsknienia
i przenoszą w przeszły cień

Pewność

jest blisko taki ktoś
na niego zawsze liczyć mogę
jest ktoś taki
on nie czuje gniewu
pocieszy zrozumie
i smutek odgoni
nie stawia warunków
o łzach zapomina
wybaczać potrafi
chociaż ostro zranię
wysłucha mych myśli
szczerością zaskoczy
nigdy nie omija
zawsze znajdzie czas

gdy siedzę naprzeciw
spoglądam w mądre oczy
to właśnie w nich dostrzegam
życiową przygodę

Dlaczego...

jedna drobna chwila
potrafi zamienić szczęście
w gorzką łzę
zbyt gorzką
by najsłodszy cukier przyjaźni
zniwelował kłujący smak rozpaczy

rozczarowanie wzmaga się coraz bardziej
gdy sam już nie wiesz
która sekunda życia
zmieniła bieg twej historii

środa, 30 listopada 2011

Powołanie

do przysypiających na drewnianej ławce
upadających z zagadką na ustach
do rodzących w boleściach
ze słodkim uśmiechem spełnienia
który łzy przebija na koniec

do nadzieję tracących na poduszce puchowej
samotnych w cierpieniu
i do tych co dźwigają krzyż lat na ramionach
właśnie do nich zostałam powołana

sobota, 26 listopada 2011

Niepoznana

na przekór burzom porażek
i złowieszczym wichrom słów
kroczę od pierwszego dnia ziemskiej podróży
nikt nie zna mej przeszłości
naznaczonej ciepłą łzą

zamykam oczy
i stawiam kolejny krok

Natura wolności

człowiek - chytry wynalazek
skomplikowany od każdej strony
ciało utkane tysiącami struktur
stworzył Najlepszy Architekt świata
wykreował każdy szczegół tej cudownej masy
połączył z życiem
nasączył rozumem
pozwolił nam tylko formować własne dusze
lecz bez Boga
wychodzi z nich ciągle niekształtna grudka
z której odpadają uczucia
bo ludzie nie są w stanie kochać bezinteresownie
gdy wnętrze niewidzialne
nie czuje bożej dłoni

Znieczulica

tak łatwo popaść w odrętwienie
przejść z obrzydzenia do normalności chwili

nieugięta nić czasu goni przyzwyczajenie
poświęcenie utyka codzienność
martwe oczodoły wpatrują się w sufit

a my tylko
obdzieramy wilgotne ciała
z resztek człowieczeństwa
jak sztuczne manekiny

Czas

ten złodziej chwil radosnych
zabiera każdą sekundę nadziei
przemyka niezauważenie
by wykpić gapę szczęścia
tłumi wyższe myśli
zabiera wspomnienia
każe przymknąć oczy
na wszystko co obce
wskazuje ciągle
na nowe nieukończone sprawy
pragnie bezczelnie wyzuć
z wszelkich uczuć
i częstuje obficie
ziarnami obojętności

Rady na przekór

mówisz: wstań
otwórz oczy na serca wokoło
przekrocz nieufności barierę
a mnie otocz szarością wspomnień

zostawiłam przeszłość
za przyjaźni zakrętem
lecz opuszczając pokrewną duszę
tracę kolejną cząstkę siebie

nie przywróci jej tysiące nowych twarzy
myśli naliczą większą taryfę
spotęgowaną falą doświadczenia
każą odsunąć się od niepoznanych cieni

środa, 9 listopada 2011

Powrót

niezastąpionej Klaudii


przyjaciółko droga
tak ciężko samej marzyć
tak ciężko wychodzić ze zwątpienia
los podzielił nasze drogi
i wyrzucił mnie w odległy świat
brak mi zwykłej chwili
krótkiej rozmowy
podnoszącej upadłą duszę z rozpaczy
zwykłego słowa
tak prostego
bez większego znaczenia

nie pasuję do rękawiczki tej rzeczywistości
wciąż spoglądam na przyjaźń wokoło
nie potrafię odnaleźć podobnej duszy
potrzebuję Twej dłoni
która osuszy łzy samotności
i przegoni lęk

Obojętność

zdradziecka chwila
która ostrzem swym przebija
opuszki serca
nie zdołała przekłuć
zrodzonej obojętności
narkozy uśpienia
znieczulającej zmęczone ciało

zamknęłam oczy
z których powypadały już wspomnienia
odwróciłam głowę
od melodii przejętych dusz
zostawiłam chłód bezsensu
i odeszłam

Uciec

chcę wrócić
zostawić koszmarny sen
obudzić się we własnym łóżku
pośród śpiewu znajomych słowików
wyjrzeć przez okno zaspanym wzrokiem
i ujrzeć prawdziwy nietknięty
boży świat

Jednostka

przemykam jak cień
pośród ogromnego tłumu
uśmiechem maskuję samotne wnętrze
przesuwam się na przód
po cienkiej niteczce nadziei
a ona raz po raz
przerywa się
i wpadam w przepaść rozpaczy

leczę odniesione rany
wiążę słabe końce duchowej siły
i idę dalej
po coraz lichszym moście pragnienia

piątek, 28 października 2011

Słowo

Temu, którego słowa obudziły śpiącą wenę i wypełniły wewnętrzną pustkę


dzięki Twoim ciepłym słowom
uśmiech zagościł na twarzy
dni mijały jakoś szybciej
malał też ból niepowodzeń

całkiem obcy nowy świat
schował szybko ostre szpony
kiedy Twa pomocna dłoń
pochwyciła myśli moje

zaraz potem igła czynu
wskroś przebiła
grubą bańkę nieskażonej samotności

Nie do końca

uciekam od chaosu
pragnę słyszeć ciszę
rzucam się na fale
spokojności ducha
chcę odnaleźć siebie
w życiowym zamęcie
poznać własną drogę
zmiennej egzystencji

nie potrafię jednak
oddać swego serca
w inne ciepłe dłonie
zostawiam je ciągle
na długie godziny
za szczelnymi drzwiami
w komnacie próżniowej

Powtarzalność

jutro wszystko się okaże
każde słowo zamieni się w potok
kolorowych wspomnień
znowu sen przyniesie
bajkową tęczę nadziei

a potem raz kolejny
zasnę w ramionach samotności
wtulona w cykliczny szmer
orbity monotonnej życia

Impresja

minął kolejny dzień
tak zwykły ponury i głuchy
utonął w chaosie rozmyślań
bezsens otoczył go ciepłym szalem

niewiele się stało
niewiele stać mogło
rozpłynęła się tylko
melodia milczenia grobowej ciszy
przyszłości niepojętej

wciąż szukam przyczyn
w najdrobniejszej chwili
ukrytej na dnie zaufania

nie mogę zrozumieć
dlaczego wszystko snem się okazało
gdy już tak blisko byłam
prawdy niepojętej

piątek, 21 października 2011

Memento

potem...
będzie za późno
by wysuszyć resztki łez
utkwione w ludzkich sercach
bo życie spisze na straty
posag szlachetnych zakurzonych zasad

potem...
przyjdzie śmierć
tak bezkarnie cichutko i podstępnie
odbierze swą należność

już dziś...
wypleńmy wszystkie chwasty
z życiowego ogrodu
by mógł zakwitnąć duchowy kwiat
utkany z samego dobra
którego nikt nam nie odbierze

już dziś...
nauczmy się wybaczać

niedziela, 18 września 2011

Chciałabym...

chciałabym znowu zobaczyć
szmaragdy oczu zamyślonych
spoglądające w moją stronę

chciałabym dotknąć ciepłej dłoni
powiedzieć jak bardzo
jak bardzo igła tęsknoty pokłuła myśli

wiem że dorosłe już twarze
ukarzą nawzajem oblicza
nowych bardziej obcych ludzi

chciałabym abyś ujrzał mnie taką
jaką wykreowała mnie teraźniejszość
abyś uwierzył że dorosłam

piątek, 9 września 2011

Gdy wszystko wydaje się niczym

zamknięta w szarości pytam bezskutecznie
dlaczego się boję tej gry podniebnej
dlaczego wciąż zwlekam gdy szczęście tak blisko
zapadam się w sobie zamykam w marzeniach
spełnionych już dawno w zamętach historii

nie mogę zrozumieć ludzkiego spojrzenia
nie mogę zapomnieć zmieszanej zazdrości
znów pytam myśli z miłości utkanych
na co wciąż czekam objęta smętnością
gdy wreszcie życie uśmiechnęło się do mnie

środa, 7 września 2011

Z zatęsknienia

moja szkoło ukochana
lat dziecinnych Ty piastunką
w Twoich bramach stojąc dumnie
w rzece marzeń rozpływałam się

właśnie Ty mnie nauczyłaś
co to znaczy być człowiekiem
przecierałaś trudne ścieżki
wiodłaś po odległych wyspach
niosąc nutkę ciekawości
w spracowanych ciepłych dłoniach

podążałam więc za Tobą
wdrapywałam się na szczyty
i goniłam znikający cień

nauczyłaś wytrwałości
odsłaniając powolutku
każdą cząstkę żywej wiedzy

dzięki Tobie
dzisiaj jestem już naprawdę

sobota, 3 września 2011

Mój Eden

pośród powodzi traw
ścielących się na nieprzebranych połaciach
brnę pełna radości
łapiąc promyki słońca

stoję na wzniesieniu
obracam się wokoło
by ujrzeć krajobraz jak z bajki

czerwone dachy domów
niby koraliki
w tym zielonym płótnie
nocą znikają
by na ich miejscu
usiadły roje światełek
podobnych do świetlików
we wczesnoletniej porze
te jednak
nie opuszczają objętych stanowisk

wokół
gdzie tylko spojrzeć
tam zieleń łąk
roztacza swe cienie
drzewo stoi dumnie
chroniąc przed upałem
rozłożystym konarem
rozdaje upragniony chłód

zbiegam w dół lekko
gubiąc własne kroki
czuję się jak ptak w przestworzach
wiatr delikatnie rozwiewa włosy
i muska po twarzy

u podnóża mój dom
lecz serce pozostało wyżej
gdzie bażanty skrzydłami opasują niebo
a ich krzyk wyrwie z każdego zamyślenia

niedziela, 28 sierpnia 2011

Berek

czas ucieka
chowa się po zakamarkach
gonimy go nie zważając
że trafiamy czasem
na błędna ścieżkę

robi nam psikusy
maluje pasma zmarszczek
na przerażonej twarzy
wybiela włosy
proszkiem własnej roboty

i zamyka na klucz
kolejne drzwi przeszłości
byśmy nie cofnęli się ani o krok
lecz brnęli wciąż na przód
ku przeznaczeniu

które sami sobie gotujemy
w potężnym kotle życia
dodając co dzień nowe składniki
sporządzone z własnych czynów

kiedyś przyjdzie nam skosztować
tej życiowej zupy

sobota, 20 sierpnia 2011

Oceniając przeszłość

zapisuję w pamięci
drogi i bezdroża przeszłości
tak wiele można było zrobić
tak wiele zaniechać

czasem kolory marzeń
kładły cień na prawdzie
maskując właściwą ścieżkę
niekiedy łzy rozpaczy
topiły przyszłe wizje

nieraz niewielkim światem
wstrząsała fala radości
krótsza od złotej błyskawicy
nie dawała zapomnieć o chwilach
naznaczonych pyłkiem fiołków
kiedy to zło uciekało w niepamięć
a smutki nie miały przystępu
do radosnej twarzy

bywały dni
proszące o niepamięć
gdzie czyn mijał się z rzeczywistością
i zabijał racjonalność

aż w końcu zaczęłam dziwić się
wyrokom podpisywanym własną ręką
ukryłam zasady tworzące kruche życie
by nie przeszkodziły w misternym wyborze

czy żałuję?.... nie
poznałam czym jest życie
musiałam przebyć ciemny bór
bez cienia strachu w błękitnych oczach

podróż dobiegła końca
cel na horyzoncie
teraz ostateczne starcie z wrogiem
a potem wolność
taka prawdziwa że aż przerażająca

Unikalność

Wiesz? Każde stworzenie kryje wyjątkowość.
Ten niepowtarzalny dar od Stworzyciela.
Nie ważne czy owad, czy nawet sam człowiek.
Nie skazujmy życia na bezużyteczność.

Wszystko, co na Ziemi, po coś tu istnieje.
To jest żeby cieszyć, a to aby chronić.
Każdy płatek róży, nawet mała mrówka,
mają swe znaczenie pośród tych milionów.

Wyjątkowość nasza, szerzej określona.
Mamy stać na straży bytu lokatorów,
ażeby natura nie zamknęła bramy.

Strzeżmy jeszcze tego, co nam pozostało,
tej zieleni lasu zamkniętej w przeszłości.
Spróbujmy czas cofnąć... My odkrywcy świata!

Płomyk miłości

nawet nie wiesz
że jeden uśmiech
potrafi odmienić ludzkie życie
pokazać że istnienie jest coś warte

zgoda i miłość jednoczy do działania
razem można odpędzić
pokusy świata
czyhające na każdym kroku

czasem wydaje się
że brakuje tego płomyka
który jest w każdym ludzkim sercu
lecz niekiedy głęboko ukryty
pod grubą skorupą obojętności

zanim zaczniesz go szukać w drugim człowieku
znajdź w sobie przynajmniej iskierkę
i roznieć z niej ogień jedności
który ogarnie bliźnich

niechaj co dzień pali się w Tobie
żywy płomień

Ślad

nie mogę zapomnieć tej twarzy
tych oczu pełnych dobroci

potrzebuję wnętrza
w którym pali się żywy ogień
świetlistej duszy
pragnącej miłości

chcę by zaufał
by nasze dusze zjednoczone w jedną
utworzyły piękną melodię uczucia

upadłam
przekroczyłam granicę przyjaźni
zraniłam
naraziłam na ostre słowa

chciałam
by ten szczery uśmiech powrócił
ale zostały tylko gorzkie łzy

zaufałam
wiele razy ta myśl kłuła w serce

czasem przebłysk dobroci
łamał twarde zasady
a potem skorupa samotności
stawała się jeszcze grubsza

Oczyszczająca łza

ból niszczy marzenia
staje niby mur nie do przebycia
chcę odbić się od dna bezczynności
cierpienie nie pozwoli oderwać nawet myśli

zamykam oczy z nadzieją na jutro
jednak ból z każdym dniem wzmaga się
rośnie pod powiekami
odbiera potrzebne siły
przypomina chwile klęski

a gdy ciemność ogarnie
świat pozostanie jedynie cieniem
o który ciągle będę się potykać

czasem warto uronić kilka łez
one pomagają
ostudzić piekący żar

Samotność

jak się uśmiechać
gdy świat rani ostrzem
jak znaleźć radość
pośród bałaganu
jak zostać sobą
gdy wszystko zmienione

podnoszę głowę
widzę skrawek nieba
zaufam Stwórcy
On mnie nie zawiedzie

Rentgen

spojrzenia spotkały się mimowolnie
zadrżałam
ten wzrok przeszył nawet myśli
czułam jakby obnażył mą duszę
i zajrzał do najskrytszych zakamarków serca

ciekawość jego przemyśleń
zaczęła zabijać od środka
nie mogłam dłużej patrzeć w te oczy
odwróciłam twarz pełną przestrachu
okłamałam samą siebie
i ukazałam obojętność

oparł brodę na dłoni
spojrzał w mą stronę
zastygł w bezruchu
i zdawał się o czymś marzyć

lecz czy to był sen czy jawa
wie tylko on sam

Dziękuję...

byłaś kimś więcej niż matka
której miłości nigdy nie zaznałam
nauczyłaś jak żyć
wskazywałaś właściwą drogę
nakazałaś kochać bliźnich
i iść im z pomocą
wybierać sprawiedliwość
wykonywać sumiennie pracę

wtedy nie rozumiałam twych wielkich słów
lecz cieszyłam się każdą miłą chwilą
spędzoną na długiej rozmowie
ciekawiły mnie te wieczorne wykłady
potrafiłaś wysłuchać stosów mych zażaleń
pocieszałaś w smutnych chwilach
byłaś mi najbliższa
tobie mogłam ufać

teraz gdy cię nie ma
zaczynam rozumieć znaczenie tych zdań
które jak dłuto na glinianej tabliczce
wykuły litery w mojej pamięci
dziś weselisz się wiecznością pośród aniołów
a ja wypełniam to co mi powierzyłaś
i wciąż poszukuję człowieka
który wysłucha moich udręczonych myśli

lecz czy kiedyś go spotkam…

Zagadka

Powiew wiatru
Przepędza ciemne chmury
Jak życzliwy uśmiech
Smutek z mej twarzy

Dzień za dniem
Mija nieustannie
Czas płynie z prądem rzeki
Powoli znikają zasadzki losu
To znów pojawiają się nowe

Potrafię pokonać wroga
Tych ostrych ludzkich słów
Ale miota mną nieznane uczucie
To przerasta siły

Życie poczyna się zmieniać
Jak pogoda na dworze
Lecz nie wiem
Czy dąży do upalnego lata
Czy raczej do mroźnej zimy

Tego co mnie dziś spotyka
Sama nie rozumiem
I to jest zagadka istnienia

Ciemność?

- powiedz mi
jakie obrazy przepływają
przed twymi zamglonymi oczyma
- ciemność przeszywana plamami jasności
kumuluje swe cienie
- skąd u ciebie tyle siły zapału
by przeżyć kolejny dzień
nie możesz ujrzeć
wszystkich wspaniałości świata
pięknej polskiej jesieni
łąki pełnej wiosennych kwiatów
twarzy najlepszego przyjaciela
- mylisz się
widzę więcej aniżeli ty
bo patrzę sercem

środa, 17 sierpnia 2011

Strach przed...

boję się
że samotność otuli szczelnie
i braknie siły
by wyrwać się z jej więzów

nie chcę
zostać pestką jagody
zerwaną przedwcześnie
i odrzuconą w kąt

pragnę tylko
duszy która wraz z moją
zatańczy pierwszego walca
utuli tęsknotę

boję się
pustego pokoju
w którym słychać jedynie
gwar sprzecznych myśli

niedziela, 14 sierpnia 2011

Wzniesienie

zbiegamy razem
ze szczytu marzeń
trzymając się za ręce tęsknoty
wiatr nadziei jednoczy się z nami
oplata nasze usta
gorące od upału spojrzenia
zamykamy oczy
by los
sam dla nas wybierał drogę

płynąc z prądem uczuć
kumulujemy siły
na resztę zwykłych dni

niedziela, 7 sierpnia 2011

Przed zakrętem

chciałabym
uśmiechnąć się i powiedzieć
że najgorsze już za mną
że dziś pokonam głębokie rowy beznadziei
którymi solidnie naszpikowana
droga niepewnej przyszłości

nie mogę jednak
wciąż przypinać sztucznego uśmiechu
gdy wokół gwar muzyki
a ja sama pośród zaklętej melodii
uciekam w ciszę

bo przecież
nie znam ścieżek przyszłości
a całe moje życie
to wielka randka w ciemno

sobota, 6 sierpnia 2011

Przy stole

siadaj
zaparzę ci wspomnienia
w imbryku zapomnianej rozmowy
pij póki gorące
póki kożuch rozpaczy
nie przykrył
wieczornych rozstań
wymieszaj dokładnie
cukier zabłąkanej nadziei
aby każda cząstka życia
była tak samo słodka

sobota, 30 lipca 2011

Prowadź

o Niebieski Mocny Panie
dziś ma dusza pragnie Ciebie
pragnie lecieć chmurką wiary
poprzez krótkie dni istnienia
by zobaczyć Twoją chwałę
kiedy z listem poleconym
przyślesz po mnie tu na Ziemię
świetlistego archanioła
który wskaże prostą drogę
do Twych Wiecznych Posiadłości

Pan Tadeusz w rozsypce

był sad
lecz nie taki jak u Mickiewicza
tylko przepełniony goryczą
i zniszczony przez pożar ostatniej porażki
niezagrabione liście przeszłości
zaśmiecały niepłodną ziemię
dawno zapomniany
stanowił igraszkę losu
przez zamglony obraz przenikał tylko
cień smutek płacz
był sad
sad opuszczonego serca
które straciło już nadzieję

Poszukując szczęścia

pomalujmy niebo w tęczowe barwy
przeszukajmy segregatory wspomnień
by odkurzyć radosne chwile

życie jest zbyt krótkie
by pozwolić sobie na smutek
piekący jak ostra papryka

musimy brnąć wciąż dalej
poprzez łąki marzeń
do upragnionego celu
jaśniejącego na horyzoncie myśli
z sercem człowieka-anioła
którego dusza płynie z naszą
przez szeroki ocean przemijania

Graviora manent

zaczynam bać się marzeń
wydaje się że najdrobniejsza
iskierka nadziei
jest na tyle silna
by popsuć wyśnione szczęście

każdy kolejny dzień
oddala od punktu wyjścia
spokój otacza umysł
do którego nie stukają już pragnienia

uciekam w przeszłość
po to tylko
by nie kosztować
goryczy rozczarowania
z głębokiego kielicha porażki

Pamięć

jesienny liść
zasnuty lekkim szronem
rozpoczął tę wędrówkę

zimowe wieczory
zaczęły napełniać się ciepłem
a wiersze same płynęły
krętą rzeką natchnienia

nadszedł także wiosenny uśmiech
ukrywany w zakamarkach serca
gorącego jak słoneczna kula

tylko letnia radość
popychająca do czynów
została zdeptana
przez obojętność nieczułej duszy

mimo to
zasypiałam wciąż
w słodkim zapamiętywaniu
szczególików z nadziei

Aniele...

Ty mnie tulisz kiedy płaczę
łzy ocierasz w utrapieniu
Ty pilnujesz dniem i nocą
by płonienia mej nadziei
nie ugasił deszcz zwątpienia

piątek, 22 lipca 2011

Zamęt

nieopisane zimno
przenika mnie do głębi
bo wciąż widzę błędy
które niszczą innych

próbuję kochać
wszystkich jednakowo
tak prosto
z nutką przyjaźni

nie pragnę
wprowadzać smutku
w życie człowiecze
nadzieją przesiąknięte

lecz kto dziś uwierzy
w słowa biednej duszy
która tak po prostu
chce rozdawać dobroć

Szaruga

szalony wiatr
rozprasza ławice kropli deszczu
a one lecą
wprost do płaskiej szyby

czuję że jestem otoczona
ogniem artylerii
siecze bezlitośnie
mokrymi pociskami

lecz nawet on nie jest w stanie
wydostać mnie
z czterech szarych ścian
wypełnionych pustką

Oczekiwanie

otwieram
kolejną kartę w życiu
zastygam z tobą
w troskach chwilach pełnych łez

ceruję przyszłość naszą
nićmi błędnych dróg
by trwać
zapomnieć
o tak bliskiej sercu
rozpaczy
i rozpalić promień dnia
zagubiony pośród spraw
usypiających ból
gdy wiem

że życie niebawem nabierze barw
uśmiechem powitasz
odcień zapomnianych uczuć
i znów rozpocznie się taniec
naszych bliskich dusz

zamknę w twojej dłoni
czas oczekiwania
aby już więcej
nie dzielił nas
problemów zwykły bieg

gdy myśli uciszą płacz
szybciej nadejdzie dzień
dzień w którym przeszkód zniknie smak
i nie powróci już

piątek, 6 maja 2011

Człowiek

Walczyłeś od początku,
od pierwszego dnia
kruchego istnienia.
Obowiązków przybywało
jak kropel wody w szklance
ustawionej pod nieszczelnym kranem.
Czy kiedyś trudy przepełnią czarę?
Czy zdołasz je wypić, zanim będzie za późno?
Śpiesz się,
bo przyszłość
to nie kilka miesięcy naprzód.
Ona zaczyna się już dziś.

poniedziałek, 25 kwietnia 2011

Przed burzą

chcę odpędzić burzowe chmury
wiszące nad głową
wspinam się po drabinie do nieba
jednak to nie pomaga

smutki wciąż błądzą w nocnych rojeniach
jak cienie bliskich
dawno zapomnianych

pragnęłam przywrócić im dawne kolory
a jego owinąć w czarną powłokę
nie udało się uciec od przeznaczenia

Ze snu

objąłeś silną dłonią
pchnięty przez samotność

sprzeciw zamglonym cieniom
wymierzyłeś ukradkiem

chciałeś poczuć choć przez chwilę
lekki posmak bliskości
która wciąż nie dawała się pochwycić

twój upór zrodzony z niebytu
prawie zwyciężył

szkoda tylko
że trafiłeś na mnie

sobota, 23 kwietnia 2011

Zwycięzca

koleżance Wioli...


stanęłaś na skraju przepaści
nie... nie skoczysz
to był twój nowy chytry plan
patrzysz w dół
wróg już nie przeszkodzi
w osiągnięciu celu
spokojnym krokiem
wracasz jak gdyby nic się nie stało
w końcu nie kazałaś mu skakać
to tylko idee okazały się zabójcze
nie był gotowy na ich cios
i sam dokonał wyboru
groźny wiatr zapomnienia
rozwiał zapach katastrofy
a szalony uśmiech
przyozdobił sędziowską twarz
ironia wzięła górę
czyżbyś znowu wygrała

Uśmiechnij się

wspaniałej Sylwii...

niech radosny uśmiech
zagości na twarzy
bez niego mały świat
traci intensywne barwy
a cień zakrywa lekką mgiełką
właściwy cel

nie zamartwiaj się problemami
bo ich rozwiązanie
odnajdziesz szybko
w ciepłej dłoni przyjaciela

ratuj rzeczywistość przed szarością
przymknij na chwilę znużone powieki
ludziom ukazuj swe serce gorące
gotowe do poświęceń
i zapomnij o smutkach
ukrytych w przeszłości

Szukając sensu

pisałam kiedyś
o blasku zorzy
płonącej świecy
kwitnącym kwiecie

i o nadziei
która przenika
podaje rękę
i drzwi otwiera

wierzyłam nawet
w tą wielką przyjaźń
pachnącą majem
której początek
niewyjaśniony
a koniec grudką
wilgotnej ziemi

dziś wszystko zgasło
szukam w ciemności
światełka wiary
które mi drogę
do Ciebie wskaże

mój Dobry Boże
życie bez Ciebie
to garść popiołu

Myśli

wiem...
samotność nigdy cię nie odwiedza
a świat jeszcze kolorowy i taki piękny

rozumiem...
każdy krok i słowo zapewnień ale
przyszłość zamknięta dla wścibskich myśli
irytuje pełna niepewności

stoję...
nad przepaścią własnych zasad
a powinnością wobec...
wobec czego?
nie wiem

boję się...
że każdy następny czyn
każe zbaczać z wyznaczonej drogi

pytam...
o sens podjętej decyzji
i uczę się samej siebie
od początku

Wypłyń na głębię

Michałowi...


życie to prawdziwy ocean
można ruszyć naprzód
i wypłynąć na głęboką wodę
lub walczyć tylko o to
by utrzymać się na powierzchni
blisko lądu
dotykając stopami twardego dna

ty odpłynąłeś od brzegu
aby już niedługo
poznać ogromną głębię
ciągnącą się ponad horyzont

kiedyś przemierzysz zdradliwą wodę
odkrywszy każdy zakamarek
oceanu życia

płyną po nim statki nadziei
na których odpoczniesz przed dalszą podróżą
czekają także burze i sztormy
pragnące osłabić twą wiarę i zatopić marzenia

jeśli się nie poddasz
i dotrzesz do drugiego brzegu
twoje życie osuszy oceaniczną głębię
i powrócisz po suchej ziemi
do portu z którego wyruszyłeś
w poszukiwaniu prawdy

Siła tkwiąca w niepozorności

pani Elżbiecie...


nad zieloną doliną
wzeszło różowe słońce
promykami lekko dotyka
pachnących płatków fiołka

jest tak cicho
tylko wiatr szumi
nieprzerwaną pieśń
i kołysze kępy traw

z odległego drzewa
przyfrunął zielony listek
zerwany ostrym podmuchem
tańczy w takt wichrowej muzyki
kręci się skacze
raz w dół
potem w górę

wkrótce spadnie
na złocistą czapeczkę mlecza
i ześlizgnie się w głąb zieleni
by więcej nie zaznać wolności

lecz teraz naiwny Ikar
frunie jakby ta chwila
nie miała minąć

w końcu upadnie
pozostanie po nim tylko
kilka niepozornych drobinek

chociaż tak trudno uwierzyć
ta malutka zdobiona zielenią cząstka
umocni biednego fiołka
i obdarzy go przedziwną mocą

a wtedy cała dolina
zapachnie miodem

Wcale nie przyszłość

istnieje świat zamknięty w okręgu
gdzie cios spada na wszystkich bez wyjątku
przekłamana sprawiedliwość
zasiada za katedrą
niemoralność uczy moralności
a każdy ruch poczytywany jako
bunt przeciwko prawdzie
oznaczającej kłamstwo w apogeum
oczy sprawiedliwości
wycięte z książki Orwella
zauważają czego nie powinny
tutaj kat wygłasza wyrok
zwykle za niewinność
potężniejszy od kary śmierci
nie... to nie sowieci
ani zmyślona historyjka
to po prostu życie
pewnej mniejszości
wcale nie etnicznej

Lekkość

być motylem
nie zaznać nigdy goryczy
polerować skrzydełka
w złocistym promyczku
z ustami pełnymi słodkiego pyłku
po prostu unieść się
i odfrunąć

niedziela, 23 stycznia 2011

Wymijając rzeczywistość

temu, który pokazał mi, czym jest szczęście

wiatr tańczył we włosach
czas zatrzymał się
a jednak płynął nieubłaganie
zmęczenie tuliło do snu
tylko myśli bały się powrotu do szarości

sceny z bajki przewijały się w tę noc
zabijając wewnętrzny pesymizm
obawy znikały za grubą kurtyną
a świat zmienił się w krainę
gdzie nie ma rzeczy niemożliwych

a wszystko dlatego
że zadziwił mnie twórca piękna
który potrafi wyczarować szczęście
z najdrobniejszej chwili
i zapędzić smutek
w najciemniejszy kąt

i wtedy nadszedł koniec
lecz pozostała melodia
która szumiąc w uszach
umilała nutką wyobraźni
powrót do domu

piątek, 21 stycznia 2011

Kolory

poranek ulatuje powoli
słońce schowane poza chmurami
boi się lekkiego przymrozku
biała pierzynka pokryła szarość
za zimną szybą

a z Twoich palców kapie wiosenna tęcza
niewielki świat otrzymuje czyste kolory
paleta barw obudziła wyobraźnię

może dzięki Twej twórczej mocy
życie obudzi się zapełniając pustkę
a zima odda lekki pokłon i odejdzie daleko

nie spoglądaj w okno
maluj dalej

Gość

szarość pokrywała ziemię
szronem zniechęcenia
słowa kruszyły mur
budowany wciąż od nowa
chwila za chwilą płynęły tak ciężko

i nagle zjawił się on
dotknął zimnych ust
ledwo muskając ognistym spojrzeniem
ogrzał je cząstką siebie

tak dawno cię nie było
już myśl zapomniała o potędze
którą ogarniasz najzwyklejszą chwilę
jesteś tak blisko
a ja już tęsknię za kolejną sekundą
spędzoną w ciepłych objęciach
krótkiego wspomnienia radosnej chwili

szczery uśmiechu
lubię gdy wpadasz w odwiedziny

piątek, 7 stycznia 2011

Sztuczność

cisza zamykała myśli na klucz
senność ukazywała bezsens
a na dworze noc ciemna
przeszywana sztucznością
dławiła marzenia
kolorowe niebo nudnie zwyczajne
jak kartki w przedmiotowym zeszycie

i wstał nowy dzień
przepełniony zwykłością po brzegi
nic się nie zmieniło
znowu samotnością cieni
zagubionych w bezdrożach
witam kolejny rok

Za zakrętem

szła ścieżką po płatkach róż
delikatną czerwienią otuliła bose stopy
długa suknia sennych spełnień
przepływała przez pachnący ocean
błękitne zaszklone oczy szukały czegoś w oddali

nagle śpiew utkany z pyłku motylich skrzydeł
zabrzmiał w uszach dziewczyny
narastał prosił wołał szafirową nutą
usłuchała i skręciła w mgłę codzienności

odtąd droga usłana kolcami czerwonych róż
prowadziła przez życie raniące delikatne jej ciało
jednak uśmiech wciąż przyozdabiał wychudłą twarz
bo łza samotności w nim się rozpłynęła

Refleksja II

na dworze coraz chłodniej
a w duszy właśnie budzi się wiosna

motyle wspomnień
czerpią nektar z kwiatów przyszłości

uwolniłam myśli od ciężkich kajdan obowiązków
przeszłość utworzyła potężną bramę

nie chcę pamiętać pomyłek losu
i bezmyślności przyszłej

otwieram zamglone oczy
przypominające o nocy bezsennej

to nic że ludzie zranili
nic też że świat ze mnie zadrwił

bo przecież minął wczorajszy dzień
ciągle gromadzę doświadczeń życiowe stosy

nie popełniam raz drugi tego samego błędu

Spoglądając przez szybę rzeczywistości

dziś marzenia tak blisko rozbiły namioty
widzę każdy szczegół wyśnionego szczęścia
które jest bliżej niż wtedy
gdy wierzyłam w spełnienie

patrzę wciąż bezwiednie na to
czego nigdy nie zdobędę
szklana przeźroczysta szyba
chociaż niewidzialna
stanowi przeszkodę na drodze do celu
stojącego naprzeciw
niby w oknie wystawowym

szkło zbyt grube żeby się przez nie przebić
wciąż powtarzam że brak mi sił
a może tylko boję się
że uderzając pięścią w śliską taflę
rozsypię czyjeś życie
na drobne cząsteczki krzemowego związku
zmieszane z kroplami krwi poranionej dłoni

Dubiecka jesień

jesienne słońce lekko ogrzewa złociste liście
wiatr je na gałęzi kołysze i tuli do snu
znużone opadają zasypiając w stercie ściółki
nie umierają zupełnie
już wkrótce zaczną współtworzyć nowe istnienie
bo w przyrodzie wszystko znajduje głęboki sens

nawet człowiek potrafi się odrodzić
jeśli nie w tym to w przyszłym życiu

Tylko uwierz

na mojej drodze wiele przeciwności
sił wciąż brakuje by dalej iść
upadam jak zeschnięte drzewo
pod silnym podmuchem zła
często staję na rozstaju dróg
i wybieram błędny cel

to co przyjemne
prostą drogą przez życie mknie
aby na końcu wyniszczyć sumienia łzą
ścieżka wartości uczących jak żyć
zbyt wąska by przejść
dla tego którego wiara w miłosierdzie
zniknęła za wątpliwości mgłą

ostre kamienie kaleczą stopy raz po raz
ciągle patrzę na drogę wśród snów
wiem że to co spotyka mnie
każda przeszkoda i duszy ból
które przede mną stawia Bóg
nie są zbyt trudne by przez nie przejść
gdy On prowadzi i wyznacza cel

Spotkanie z Nim

jakaż przedziwna radość
ogarnia mnie na myśl
że już niedługo zatrzymam czas
i zatopię się w Tobie
cała bez reszty

wsłuchana w Wielkie Słowa
rozpalę na nowo
dogasający płomyk wiary

kocham Cię za to
że wciąż pozwalasz mi wracać
dziękuję za Twoją miłość
prawdziwą i nieprzemijającą

Jesienna chwila

złociste barwy rozsypują się
czyniąc królewską ścieżkę
dla zwykłego przechodnia
i niczym motyle kołując wirują
igrając z jesiennym powiewem

opadają jak śnieżny puszek
by wznieść się
pod większym podmuchem
i frunąć w niezmierzoną dal

kolory tańczą
tworząc teatralne przedstawienie
nie przechodź obojętnie
wobec tej chwili ulotnej

bo wkrótce rzęsisty deszcz
zamieni wszystko w szarość

Bez pożegnania

Dedykowane przyjacielowi
w tym smutnym dniu
ostatniego spojrzenia na znajomą twarz


odejść
wypić ostatni łyk kawy
pogłaskać wnuka
po zwichrzonej czuprynie

odwiedzić przyjaciela
odległej młodości
i popatrzeć na słońce
które jutro nie wzejdzie

uprzątnąć pokoik na parterze
po trudzie dnia wesprzeć głowę
i zasnąć
snem lekkim jak sieć babiego lata

a wszystko po to
by odnaleźć Wieczność

Cisza bieszczadzka

morze życia spokojnie faluje
nad nim przemyka lekko chłodny wiatr
serce przepełnia radość
zaklęta w uśmiechu dziecka

czas zatrzymuje się i trwa
w chwili błogości
cisza osnuta oddalą dźwięcznych głosów
porusza duszę zamgloną tęsknotą
wczorajszego dnia

zapomniane marzenia wracają
niczym rajskie motyle
kołysząc do snu wszelkie smutki
ukryte po zakamarkach
serca pragnącego miłości
pokrewnego cienia

Poranek

jasne słońce
przebiło gęste chmury
poranek stuka to szyb
i budzi śpiące marzenia

niepewność dnia
każe podnieść głowę
ciekawość odbija się echem
po nieznanych korytarzach
stymulując do działania
zmęczoną nocnymi zmorami
wyobraźnię

drugi dzień rozłąki
wstał już dawno
więc dlaczego jeszcze śpisz

Aby zapomnieć

świat topi smutki
w sierpniowym oceanie
koncertu świerszcza
i sieje ziarna goryczy

w sercu tak poprutym
umiera szary dzień
a cudowna przeszłość
już dawno nie żyje

Natchnienie

jesteś jak natchnienie które każe tworzyć
słowa pełne prawdy i przenika duszę
uczysz jak żyć dalej gdy na drodze ciernie
i gdy serce cierpi w samotności skryte

jesteś mym natchnieniem co kołysze myśli
i prowadzi drogą której tak nie ufam
wiem że jest właściwa a jednak przeraża
chcę strach przezwyciężyć poczuć smak wolności

jesteś przyjacielem i pocieszasz słowem
każesz wierzyć w siebie i w swe własne siły
każde twoje zdanie krąży wciąż nad głową
lubię kiedy mówisz co myślisz naprawdę

Do przyjaciela

ulecz z tęsknoty
palącej jak płomień
zaproś do tańca
życiowej przygody
odpędź samotność
siatką na motyle

bądź przy mnie zawsze
gdy w pobliżu przepaść
i kiedy szczęście
zagląda mi w oczy

Ufność

szaleńczy wietrze
pogoni wiosennej
nie kuś już więcej
szumem strumyka
zieloną rosą
na suchej trawie
i kwiatem lilii
droższym od złota

unoś natomiast
słowa ku górze
prośby jak motyle
ślij pod niebiosa
by Ten co wysoko
usłyszał modlitwę
bez zbędnych regułek
płynącą z głębi
pokornej duszy

Wrota cienia

świetlisty obłoku
cieniu chwil odległych
dusza twa wzlatuje
ponad błękit myśli

tak bardzo bym chciała
odkryć tajemnicę
która klucz stanowi
do bramy ze spiżu
wielkiej jako skała
w pejzażu tatrzańskim
skrytej w miejscu pełnym
mroku samotności
nieprzeniknionego

wzrok drogi nie wskaże
tu już prędzej ślepiec
ciężkie drzwi otworzy
jeśli klucz odnajdzie
za zagadką skryty
niż ktoś pełen światła
tuż pod powiekami
bowiem oko jego
w mroku się zagubi

by uchylić chociaż
bramy tej podwoje
trzeba patrzeć sercem
nie okiem sokoła