Gdy przyjdzie
potrafi zaskoczyć
w
największej chwili zwątpienia.
Jak ogień neurony
poparzy,
by nic nie
było takie samo.
Zamyka oczy
na wczoraj,
na jutro
bramy otwiera.
Uśmiech
powiesi cichutko
i pewność
bez zakłamania.
Wywróci
kołami do góry
plany i
smutków tysiące.
A bez niej
szarość zupełna
i nijakość
codzienna się snuje.
Ciepłem
szacunku otuli,
ufnością bez
skazy cienia.
Bo taka
właśnie jest miłość.
Ta prawdziwa,
nieudawana.