temu, który pokazał mi, czym jest szczęście
wiatr tańczył we włosach
czas zatrzymał się
a jednak płynął nieubłaganie
zmęczenie tuliło do snu
tylko myśli bały się powrotu do szarości
sceny z bajki przewijały się w tę noc
zabijając wewnętrzny pesymizm
obawy znikały za grubą kurtyną
a świat zmienił się w krainę
gdzie nie ma rzeczy niemożliwych
a wszystko dlatego
że zadziwił mnie twórca piękna
który potrafi wyczarować szczęście
z najdrobniejszej chwili
i zapędzić smutek
w najciemniejszy kąt
i wtedy nadszedł koniec
lecz pozostała melodia
która szumiąc w uszach
umilała nutką wyobraźni
powrót do domu
Natłok słów potrafi dzisiaj stłumić prawdziwe wartości. Poeci muszą walczyć swym piórem, by nie splamić duszy poezji...
Łączna liczba wyświetleń
niedziela, 23 stycznia 2011
piątek, 21 stycznia 2011
Kolory
poranek ulatuje powoli
słońce schowane poza chmurami
boi się lekkiego przymrozku
biała pierzynka pokryła szarość
za zimną szybą
a z Twoich palców kapie wiosenna tęcza
niewielki świat otrzymuje czyste kolory
paleta barw obudziła wyobraźnię
może dzięki Twej twórczej mocy
życie obudzi się zapełniając pustkę
a zima odda lekki pokłon i odejdzie daleko
nie spoglądaj w okno
maluj dalej
słońce schowane poza chmurami
boi się lekkiego przymrozku
biała pierzynka pokryła szarość
za zimną szybą
a z Twoich palców kapie wiosenna tęcza
niewielki świat otrzymuje czyste kolory
paleta barw obudziła wyobraźnię
może dzięki Twej twórczej mocy
życie obudzi się zapełniając pustkę
a zima odda lekki pokłon i odejdzie daleko
nie spoglądaj w okno
maluj dalej
Gość
szarość pokrywała ziemię
szronem zniechęcenia
słowa kruszyły mur
budowany wciąż od nowa
chwila za chwilą płynęły tak ciężko
i nagle zjawił się on
dotknął zimnych ust
ledwo muskając ognistym spojrzeniem
ogrzał je cząstką siebie
tak dawno cię nie było
już myśl zapomniała o potędze
którą ogarniasz najzwyklejszą chwilę
jesteś tak blisko
a ja już tęsknię za kolejną sekundą
spędzoną w ciepłych objęciach
krótkiego wspomnienia radosnej chwili
szczery uśmiechu
lubię gdy wpadasz w odwiedziny
szronem zniechęcenia
słowa kruszyły mur
budowany wciąż od nowa
chwila za chwilą płynęły tak ciężko
i nagle zjawił się on
dotknął zimnych ust
ledwo muskając ognistym spojrzeniem
ogrzał je cząstką siebie
tak dawno cię nie było
już myśl zapomniała o potędze
którą ogarniasz najzwyklejszą chwilę
jesteś tak blisko
a ja już tęsknię za kolejną sekundą
spędzoną w ciepłych objęciach
krótkiego wspomnienia radosnej chwili
szczery uśmiechu
lubię gdy wpadasz w odwiedziny
piątek, 7 stycznia 2011
Sztuczność
cisza zamykała myśli na klucz
senność ukazywała bezsens
a na dworze noc ciemna
przeszywana sztucznością
dławiła marzenia
kolorowe niebo nudnie zwyczajne
jak kartki w przedmiotowym zeszycie
i wstał nowy dzień
przepełniony zwykłością po brzegi
nic się nie zmieniło
znowu samotnością cieni
zagubionych w bezdrożach
witam kolejny rok
senność ukazywała bezsens
a na dworze noc ciemna
przeszywana sztucznością
dławiła marzenia
kolorowe niebo nudnie zwyczajne
jak kartki w przedmiotowym zeszycie
i wstał nowy dzień
przepełniony zwykłością po brzegi
nic się nie zmieniło
znowu samotnością cieni
zagubionych w bezdrożach
witam kolejny rok
Za zakrętem
szła ścieżką po płatkach róż
delikatną czerwienią otuliła bose stopy
długa suknia sennych spełnień
przepływała przez pachnący ocean
błękitne zaszklone oczy szukały czegoś w oddali
nagle śpiew utkany z pyłku motylich skrzydeł
zabrzmiał w uszach dziewczyny
narastał prosił wołał szafirową nutą
usłuchała i skręciła w mgłę codzienności
odtąd droga usłana kolcami czerwonych róż
prowadziła przez życie raniące delikatne jej ciało
jednak uśmiech wciąż przyozdabiał wychudłą twarz
bo łza samotności w nim się rozpłynęła
delikatną czerwienią otuliła bose stopy
długa suknia sennych spełnień
przepływała przez pachnący ocean
błękitne zaszklone oczy szukały czegoś w oddali
nagle śpiew utkany z pyłku motylich skrzydeł
zabrzmiał w uszach dziewczyny
narastał prosił wołał szafirową nutą
usłuchała i skręciła w mgłę codzienności
odtąd droga usłana kolcami czerwonych róż
prowadziła przez życie raniące delikatne jej ciało
jednak uśmiech wciąż przyozdabiał wychudłą twarz
bo łza samotności w nim się rozpłynęła
Refleksja II
na dworze coraz chłodniej
a w duszy właśnie budzi się wiosna
motyle wspomnień
czerpią nektar z kwiatów przyszłości
uwolniłam myśli od ciężkich kajdan obowiązków
przeszłość utworzyła potężną bramę
nie chcę pamiętać pomyłek losu
i bezmyślności przyszłej
otwieram zamglone oczy
przypominające o nocy bezsennej
to nic że ludzie zranili
nic też że świat ze mnie zadrwił
bo przecież minął wczorajszy dzień
ciągle gromadzę doświadczeń życiowe stosy
nie popełniam raz drugi tego samego błędu
a w duszy właśnie budzi się wiosna
motyle wspomnień
czerpią nektar z kwiatów przyszłości
uwolniłam myśli od ciężkich kajdan obowiązków
przeszłość utworzyła potężną bramę
nie chcę pamiętać pomyłek losu
i bezmyślności przyszłej
otwieram zamglone oczy
przypominające o nocy bezsennej
to nic że ludzie zranili
nic też że świat ze mnie zadrwił
bo przecież minął wczorajszy dzień
ciągle gromadzę doświadczeń życiowe stosy
nie popełniam raz drugi tego samego błędu
Spoglądając przez szybę rzeczywistości
dziś marzenia tak blisko rozbiły namioty
widzę każdy szczegół wyśnionego szczęścia
które jest bliżej niż wtedy
gdy wierzyłam w spełnienie
patrzę wciąż bezwiednie na to
czego nigdy nie zdobędę
szklana przeźroczysta szyba
chociaż niewidzialna
stanowi przeszkodę na drodze do celu
stojącego naprzeciw
niby w oknie wystawowym
szkło zbyt grube żeby się przez nie przebić
wciąż powtarzam że brak mi sił
a może tylko boję się
że uderzając pięścią w śliską taflę
rozsypię czyjeś życie
na drobne cząsteczki krzemowego związku
zmieszane z kroplami krwi poranionej dłoni
widzę każdy szczegół wyśnionego szczęścia
które jest bliżej niż wtedy
gdy wierzyłam w spełnienie
patrzę wciąż bezwiednie na to
czego nigdy nie zdobędę
szklana przeźroczysta szyba
chociaż niewidzialna
stanowi przeszkodę na drodze do celu
stojącego naprzeciw
niby w oknie wystawowym
szkło zbyt grube żeby się przez nie przebić
wciąż powtarzam że brak mi sił
a może tylko boję się
że uderzając pięścią w śliską taflę
rozsypię czyjeś życie
na drobne cząsteczki krzemowego związku
zmieszane z kroplami krwi poranionej dłoni
Dubiecka jesień
jesienne słońce lekko ogrzewa złociste liście
wiatr je na gałęzi kołysze i tuli do snu
znużone opadają zasypiając w stercie ściółki
nie umierają zupełnie
już wkrótce zaczną współtworzyć nowe istnienie
bo w przyrodzie wszystko znajduje głęboki sens
nawet człowiek potrafi się odrodzić
jeśli nie w tym to w przyszłym życiu
wiatr je na gałęzi kołysze i tuli do snu
znużone opadają zasypiając w stercie ściółki
nie umierają zupełnie
już wkrótce zaczną współtworzyć nowe istnienie
bo w przyrodzie wszystko znajduje głęboki sens
nawet człowiek potrafi się odrodzić
jeśli nie w tym to w przyszłym życiu
Tylko uwierz
na mojej drodze wiele przeciwności
sił wciąż brakuje by dalej iść
upadam jak zeschnięte drzewo
pod silnym podmuchem zła
często staję na rozstaju dróg
i wybieram błędny cel
to co przyjemne
prostą drogą przez życie mknie
aby na końcu wyniszczyć sumienia łzą
ścieżka wartości uczących jak żyć
zbyt wąska by przejść
dla tego którego wiara w miłosierdzie
zniknęła za wątpliwości mgłą
ostre kamienie kaleczą stopy raz po raz
ciągle patrzę na drogę wśród snów
wiem że to co spotyka mnie
każda przeszkoda i duszy ból
które przede mną stawia Bóg
nie są zbyt trudne by przez nie przejść
gdy On prowadzi i wyznacza cel
sił wciąż brakuje by dalej iść
upadam jak zeschnięte drzewo
pod silnym podmuchem zła
często staję na rozstaju dróg
i wybieram błędny cel
to co przyjemne
prostą drogą przez życie mknie
aby na końcu wyniszczyć sumienia łzą
ścieżka wartości uczących jak żyć
zbyt wąska by przejść
dla tego którego wiara w miłosierdzie
zniknęła za wątpliwości mgłą
ostre kamienie kaleczą stopy raz po raz
ciągle patrzę na drogę wśród snów
wiem że to co spotyka mnie
każda przeszkoda i duszy ból
które przede mną stawia Bóg
nie są zbyt trudne by przez nie przejść
gdy On prowadzi i wyznacza cel
Spotkanie z Nim
jakaż przedziwna radość
ogarnia mnie na myśl
że już niedługo zatrzymam czas
i zatopię się w Tobie
cała bez reszty
wsłuchana w Wielkie Słowa
rozpalę na nowo
dogasający płomyk wiary
kocham Cię za to
że wciąż pozwalasz mi wracać
dziękuję za Twoją miłość
prawdziwą i nieprzemijającą
ogarnia mnie na myśl
że już niedługo zatrzymam czas
i zatopię się w Tobie
cała bez reszty
wsłuchana w Wielkie Słowa
rozpalę na nowo
dogasający płomyk wiary
kocham Cię za to
że wciąż pozwalasz mi wracać
dziękuję za Twoją miłość
prawdziwą i nieprzemijającą
Jesienna chwila
złociste barwy rozsypują się
czyniąc królewską ścieżkę
dla zwykłego przechodnia
i niczym motyle kołując wirują
igrając z jesiennym powiewem
opadają jak śnieżny puszek
by wznieść się
pod większym podmuchem
i frunąć w niezmierzoną dal
kolory tańczą
tworząc teatralne przedstawienie
nie przechodź obojętnie
wobec tej chwili ulotnej
bo wkrótce rzęsisty deszcz
zamieni wszystko w szarość
czyniąc królewską ścieżkę
dla zwykłego przechodnia
i niczym motyle kołując wirują
igrając z jesiennym powiewem
opadają jak śnieżny puszek
by wznieść się
pod większym podmuchem
i frunąć w niezmierzoną dal
kolory tańczą
tworząc teatralne przedstawienie
nie przechodź obojętnie
wobec tej chwili ulotnej
bo wkrótce rzęsisty deszcz
zamieni wszystko w szarość
Bez pożegnania
Dedykowane przyjacielowi
w tym smutnym dniu
ostatniego spojrzenia na znajomą twarz
odejść
wypić ostatni łyk kawy
pogłaskać wnuka
po zwichrzonej czuprynie
odwiedzić przyjaciela
odległej młodości
i popatrzeć na słońce
które jutro nie wzejdzie
uprzątnąć pokoik na parterze
po trudzie dnia wesprzeć głowę
i zasnąć
snem lekkim jak sieć babiego lata
a wszystko po to
by odnaleźć Wieczność
w tym smutnym dniu
ostatniego spojrzenia na znajomą twarz
odejść
wypić ostatni łyk kawy
pogłaskać wnuka
po zwichrzonej czuprynie
odwiedzić przyjaciela
odległej młodości
i popatrzeć na słońce
które jutro nie wzejdzie
uprzątnąć pokoik na parterze
po trudzie dnia wesprzeć głowę
i zasnąć
snem lekkim jak sieć babiego lata
a wszystko po to
by odnaleźć Wieczność
Cisza bieszczadzka
morze życia spokojnie faluje
nad nim przemyka lekko chłodny wiatr
serce przepełnia radość
zaklęta w uśmiechu dziecka
czas zatrzymuje się i trwa
w chwili błogości
cisza osnuta oddalą dźwięcznych głosów
porusza duszę zamgloną tęsknotą
wczorajszego dnia
zapomniane marzenia wracają
niczym rajskie motyle
kołysząc do snu wszelkie smutki
ukryte po zakamarkach
serca pragnącego miłości
pokrewnego cienia
nad nim przemyka lekko chłodny wiatr
serce przepełnia radość
zaklęta w uśmiechu dziecka
czas zatrzymuje się i trwa
w chwili błogości
cisza osnuta oddalą dźwięcznych głosów
porusza duszę zamgloną tęsknotą
wczorajszego dnia
zapomniane marzenia wracają
niczym rajskie motyle
kołysząc do snu wszelkie smutki
ukryte po zakamarkach
serca pragnącego miłości
pokrewnego cienia
Poranek
jasne słońce
przebiło gęste chmury
poranek stuka to szyb
i budzi śpiące marzenia
niepewność dnia
każe podnieść głowę
ciekawość odbija się echem
po nieznanych korytarzach
stymulując do działania
zmęczoną nocnymi zmorami
wyobraźnię
drugi dzień rozłąki
wstał już dawno
więc dlaczego jeszcze śpisz
przebiło gęste chmury
poranek stuka to szyb
i budzi śpiące marzenia
niepewność dnia
każe podnieść głowę
ciekawość odbija się echem
po nieznanych korytarzach
stymulując do działania
zmęczoną nocnymi zmorami
wyobraźnię
drugi dzień rozłąki
wstał już dawno
więc dlaczego jeszcze śpisz
Aby zapomnieć
świat topi smutki
w sierpniowym oceanie
koncertu świerszcza
i sieje ziarna goryczy
w sercu tak poprutym
umiera szary dzień
a cudowna przeszłość
już dawno nie żyje
w sierpniowym oceanie
koncertu świerszcza
i sieje ziarna goryczy
w sercu tak poprutym
umiera szary dzień
a cudowna przeszłość
już dawno nie żyje
Natchnienie
jesteś jak natchnienie które każe tworzyć
słowa pełne prawdy i przenika duszę
uczysz jak żyć dalej gdy na drodze ciernie
i gdy serce cierpi w samotności skryte
jesteś mym natchnieniem co kołysze myśli
i prowadzi drogą której tak nie ufam
wiem że jest właściwa a jednak przeraża
chcę strach przezwyciężyć poczuć smak wolności
jesteś przyjacielem i pocieszasz słowem
każesz wierzyć w siebie i w swe własne siły
każde twoje zdanie krąży wciąż nad głową
lubię kiedy mówisz co myślisz naprawdę
słowa pełne prawdy i przenika duszę
uczysz jak żyć dalej gdy na drodze ciernie
i gdy serce cierpi w samotności skryte
jesteś mym natchnieniem co kołysze myśli
i prowadzi drogą której tak nie ufam
wiem że jest właściwa a jednak przeraża
chcę strach przezwyciężyć poczuć smak wolności
jesteś przyjacielem i pocieszasz słowem
każesz wierzyć w siebie i w swe własne siły
każde twoje zdanie krąży wciąż nad głową
lubię kiedy mówisz co myślisz naprawdę
Do przyjaciela
ulecz z tęsknoty
palącej jak płomień
zaproś do tańca
życiowej przygody
odpędź samotność
siatką na motyle
bądź przy mnie zawsze
gdy w pobliżu przepaść
i kiedy szczęście
zagląda mi w oczy
palącej jak płomień
zaproś do tańca
życiowej przygody
odpędź samotność
siatką na motyle
bądź przy mnie zawsze
gdy w pobliżu przepaść
i kiedy szczęście
zagląda mi w oczy
Ufność
szaleńczy wietrze
pogoni wiosennej
nie kuś już więcej
szumem strumyka
zieloną rosą
na suchej trawie
i kwiatem lilii
droższym od złota
unoś natomiast
słowa ku górze
prośby jak motyle
ślij pod niebiosa
by Ten co wysoko
usłyszał modlitwę
bez zbędnych regułek
płynącą z głębi
pokornej duszy
pogoni wiosennej
nie kuś już więcej
szumem strumyka
zieloną rosą
na suchej trawie
i kwiatem lilii
droższym od złota
unoś natomiast
słowa ku górze
prośby jak motyle
ślij pod niebiosa
by Ten co wysoko
usłyszał modlitwę
bez zbędnych regułek
płynącą z głębi
pokornej duszy
Wrota cienia
świetlisty obłoku
cieniu chwil odległych
dusza twa wzlatuje
ponad błękit myśli
tak bardzo bym chciała
odkryć tajemnicę
która klucz stanowi
do bramy ze spiżu
wielkiej jako skała
w pejzażu tatrzańskim
skrytej w miejscu pełnym
mroku samotności
nieprzeniknionego
wzrok drogi nie wskaże
tu już prędzej ślepiec
ciężkie drzwi otworzy
jeśli klucz odnajdzie
za zagadką skryty
niż ktoś pełen światła
tuż pod powiekami
bowiem oko jego
w mroku się zagubi
by uchylić chociaż
bramy tej podwoje
trzeba patrzeć sercem
nie okiem sokoła
cieniu chwil odległych
dusza twa wzlatuje
ponad błękit myśli
tak bardzo bym chciała
odkryć tajemnicę
która klucz stanowi
do bramy ze spiżu
wielkiej jako skała
w pejzażu tatrzańskim
skrytej w miejscu pełnym
mroku samotności
nieprzeniknionego
wzrok drogi nie wskaże
tu już prędzej ślepiec
ciężkie drzwi otworzy
jeśli klucz odnajdzie
za zagadką skryty
niż ktoś pełen światła
tuż pod powiekami
bowiem oko jego
w mroku się zagubi
by uchylić chociaż
bramy tej podwoje
trzeba patrzeć sercem
nie okiem sokoła
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)