Łączna liczba wyświetleń

wtorek, 27 kwietnia 2010

Droga ku wolności

Dzień był zwykły, wiosenny,
niewolą naznaczony.
Szliśmy cicho, w poniżeniu,
lecz oficerski honor
kazał nieść dumnie głowę.

Podróż trwała krótko,
jednak nikt nie wiedział,
dokąd zaprowadzi droga przeznaczenia.
Najgorsze zakończenie
rysowało się pod ciężkimi powiekami.

Silna ręka ciążyła na ramieniu.
Usłyszałem strzał.
I jeszcze jeden, i jeszcze…
Zadrżałem.
Prowadzono mnie w niepewną przyszłość.

Pragnąłem po raz ostatni
ujrzeć domek nad doliną Wisłoka.
Myśli krążyły nad małą ojczyzną
niby motyl nad kwiatem pełnym nektaru,
zamkniętym pod szklanym kloszem.

Nagle nogi ugięły się pod ciężarem ciała,
ktoś pchnął z całej siły w przepaść.
Ciemność narastała powoli.
W oddali ujrzałem jasne światło,
ruszyłem w jego stronę.

Wtem marzenie spełniło się,
a dusza po ciężkiej udręce,
wróciła do miejsca, które było jej bliskie.
Błogość ogarnęła myśli,
poczułem wolność bez granic.

To nic, że serce przestało bić.
Ocaliłem honor biednego kraju.
Nagrodą stał się powrót do ojczystej krainy,
do ukochanego skrawka strzyżowskiej ziemi.
Chociaż krótki – niezapomniany.

A potem Bóg rzekł:
„Chodź, bo jesteś godzien.”
I ujrzałem cały zastęp oficerów
stojących pod bramami nieba.
Śpiewali pieśń zwycięstwa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz