Łączna liczba wyświetleń

wtorek, 29 grudnia 2009

Poeta - rycerz ludzkości

co dzień żyję prawdą
odpieram ataki zła
czyhające na każdym kroku
wiara mi tarczą
a sprawiedliwość
mieczem chwały

prędzej zginę na polu bitwy
aniżeli pójdę pod panowanie tego łotra
pana kłamstwa
brzydzę się każdym oszustwem do bólu

muszę walczyć zwyciężyć!
dać przykład memu pokoleniu
nie mogę się poddać i ulec pokusie
nie oddam swej duszy
bo ona wie najlepiej
gdzie istnieje granica dwóch potęg
potrafi odróżnić prawdę od kłamstwa

słusznie prawili
poeta ma boską wrażliwość
nigdy nie przechodzę obojętnie
gdy krzywda nawet wroga spotyka
a niesprawiedliwość
budzi nienawiść
której słowami wyrazić nie zdołam

Nowy świat

Żegnaj smutku
Boleścią przejęty
Od dziś uśmiech
Zagości na twarzy

Rwący nurcie życia
A płyń sobie dalej!
Ja cieszę się chwilą
Nie wspominam
Nie przepowiadam przyszłości

Co minęło
Nie powróci
A co będzie
Czas pokaże

Nie zaprzątam umysłu
Przyszłymi nieszczęściami
Obym wybierała dobro
A będę szczęśliwa

Wiara pomoże
Zwyciężyć potęgę zła
Tylko trzeba mieć odwagę

niedziela, 27 grudnia 2009

Non omnis moriar

[z dedykacją dla przyjaciela,
który pomógł stworzyć ten wiersz]

wszystko ma swój początek
i niechybny koniec
życie przemija
niczym mgła poranna
rozjaśniając obraz wieczności

człowiek traci wpływ na to
czego kiedyś był panem
a może tak tylko myślał
żadna posada
nie uchroni przed mrocznym końcem

w obliczu śmierci
wszystko traci sens
całe życie przepływa
w nieustannym biegu
niczym wartki potok

i nie ma w nim prawie nic
co można by wziąć ze sobą
w tę ostatnią tajemniczą
podróż zagubionej duszy
prawie nic…

Smutna prawda

Po kwiecistej łące
Wyszywanej wzorzystym puchem mniszka
Frunie piękny motyl
Zwiewnie delikatnie
Strącając mgliste śnieżynki
Jego życie wisi na włosku
Lecz ten chwat się nie boi
Żyje chwilą

Na przeciwległym skraju
Obok spróchniałego pnia
Przycupnął czarny kruk
Lśniącym skrzydłem
Zataczając kręgi
Rozmyśla nad kruchością istnienia

Spostrzegł motylka
Pośród topieli kwiatów
Takiego beztroskiego
Pełnego radości

Zdziwiony podfrunął
By się przyjrzeć z bliska
Tajemniczej postaci
Bujającej wśród pyłku

Ujrzał drobne stworzonko
Ono także dostrzegło czarnego pana
Obejrzało się
I stanęło zdziwione
Ptak otworzył szeroko
Swe błyszczące ślepia

Stali w bezruchu
Patrząc na siebie z podziwem
Oczy błyskały żywym światłem
Lecz cóż…
Jak to często bywa
Nie mogli żyć razem
Bo on był krukiem
A ona motylem

sobota, 26 grudnia 2009

Ukryta myśl

Krew stygnie w żyłach
Ogień rozpala duszę
Ciało drży
Historia lubi się powtarzać
A ja wciąż próbuję zmieniać
Mój niesprawiedliwy świat

Uciekam w głąb myśli
Wierzę że się uda
Idę przed siebie pod prąd
Epoka potrzebuje światłych ludzi
Rzeka pomysłów
Zalewa nierealną wizję

Carpe diem

Drogą zieloności
Przemierzam łąkę życia
Szczęście otacza myśli

Za mną – przede mną
Ciemny bór samotności

Minęło – nie wróci
Ważne co jest teraz

Wierzę
Że za ciemnym lasem
Świeci jasne słońce

Wierzę
Bo wiara zwycięża

Ciemność

Mrok otacza Ziemię
Ciemność ogarnia myśli
Marzenia wędrują po cienkiej nici
Gotowe spaść gdy ta się zerwie
Wyobraźnia ukazuje głuche obrazy
Nawet jasność lampy
Nie potrafi rozświetlić
Moich gorzkich wspomnień
Bo jego serce ogarnia chłód
Tego lodu nikt nie roztopi
Próbowałam…
Marne starania
Nie rozgrzeje go nawet
Hutniczy piec

Jesteś moim natchnieniem

Dziękuję że jesteś
Taki a nie inny
To ty dodajesz natchnienia
By pisać co czuję i myślę

Ukazujesz inny świat
Otwierasz oczy na to co ponad
I przypominasz że zło istnieje
Dzięki tobie mogę z nim walczyć
Ostrym słowem poezji

Chociaż wiele obowiązków
Spada jak grom z jasnego nieba
To ja piszę bez wytchnienia
Nie mogąc ukończyć
Odzewu przeciw niesprawiedliwości
Która dotyka coraz mocniej

Dziękuję ci za to

Pomyśl

Jutro wstanie nowy dzień
Egzekucja znów się zbliży
Strzegę swego życia
To nie takie proste
Ewangelia jest oparciem
Święte słowo przenika duszę

Mocno wierzę w Twoją chwałę
Oto Ty jesteś mym wzorem
Idę za Twym głosem
Mówisz językiem duszy

Pomagam słabym i skrzywdzonym
Ratuję przed ostateczną klęską
Zostawiam świat w którym istnieją dziwy
Yeti duchy potwory
Jestem przeciwna temu zakłamaniu
Ale świat wielkich marzeń
Ciągle zaprząta mój umysł
I czuję się jak wróżka
Eksplozja myśli
Leczy dawne rany
Elizejskie pola znikają wraz z porankiem
Muszę zapomnieć o snach

Dobro jest moim celem
Reszta prowadzi bezkrwawą wojnę
Oddałabym życie walcząc o prawdę
Godny człowieka jest bunt przeciw kłamstwu
Istnienie niesie obowiązki

Pragnę pokazać właściwą ścieżkę
Ale przeciwności nawarstwiają się
Ważne by udzielać pomocy
Lekceważenie człowieka
Egoizmem nazwane - zabija

Wróg

Krew wre
Bunt rodzi się w duszy
Pragnienie sprawiedliwości
Popycha do czynów

Pomagam wbrew woli
Ufam
Chociaż ryzyko ciąży jak kamień
Próbuję tropić ścieżki dobra

Życie stawia pułapki
Mimo to
Idę pod prąd
Wybieram drogę trudną
I pełną mozołu

Siły dodaje myśl
Że walczę
Z największym wrogiem ludzkości

Wysepka wiary (Nad Czarnym Stawem)


Diamenty lekkich kropel
Lecz zbyt ciężkich
By unieść się ponad chmury
Wędrują po falach
Kołyszących wciąż ten sam rytm
Naokoło stoki
Przepasane białą wstęgą
Topniejącego puchu

Tu każdy kamyk ma swą historię
Wysłuchuję z zapałem
Legend o przewagach natury
Opowieści ukazują potęgę
Której nawet człowiek nie sprosta

Szczyty zadziwiają
A jednak budzą lęk
Wiatr łagodnie porusza
Gałęziami kosówki
Wodzę wzrokiem
Po ogromnej tafli wody
Pośrodku błękitnych odmętów
Niby pośród oceanu
Skrawek suchej ziemi

Dziwne uczucie przenika mnie całą
Odczuwam więź z Wszechmocnym
Tak wszechogarniającą
Jakiej dotąd nie zaznałam
Dziękuję Stwórcy za ten cud natury
Nie żałuję utraconych sił
Odkryłam jakby raj na ziemi

Ogrom ośnieżonej potęgi
Do głębi przeraża
Tylko woda unosi się lekko
Muska powietrze jak ptak
Lecący w przestworzach
Jezioro chce dorównać górom
Rozpostarte
Niby płachta pomiędzy szczytami
Odstrasza swą głębokością
Lecz wiara jeszcze głębsza

Ogarnia mnie
Jakby realna myśl
Że mogę przejść po falach
Lekko niczym ważka
Szukająca ochłody
I osiedlić małą wysepkę
Opuszczoną przez wszystkich
Bo wiara to potęga