Pytam Cię życiowa drogo,
wciąż o jedno prosząc słowo.
Dokąd mnie
powiedziesz teraz?
Estetycznie
w powódź malin,
idiotycznie
w bagien sidła?
Nie rozumiem
Twego zdania,
surowości
przeszłych lat,
uczuć,
których cały skład
idzie przez
nić przemijania.
Cicho
wspinam się na dach,
aby zrzucić
ciężki trud,
raz na
zawsze w przepaść cieni.
Aby w końcu
spełnić sen
i powiedzieć
„czemu nie?”.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz