pośród powodzi traw
ścielących się na nieprzebranych połaciach
brnę pełna radości
łapiąc promyki słońca
stoję na wzniesieniu
obracam się wokoło
by ujrzeć krajobraz jak z bajki
czerwone dachy domów
niby koraliki
w tym zielonym płótnie
nocą znikają
by na ich miejscu
usiadły roje światełek
podobnych do świetlików
we wczesnoletniej porze
te jednak
nie opuszczają objętych stanowisk
wokół
gdzie tylko spojrzeć
tam zieleń łąk
roztacza swe cienie
drzewo stoi dumnie
chroniąc przed upałem
rozłożystym konarem
rozdaje upragniony chłód
zbiegam w dół lekko
gubiąc własne kroki
czuję się jak ptak w przestworzach
wiatr delikatnie rozwiewa włosy
i muska po twarzy
u podnóża mój dom
lecz serce pozostało wyżej
gdzie bażanty skrzydłami opasują niebo
a ich krzyk wyrwie z każdego zamyślenia
Pięknie zobrazowany wiersz,pełny ciepłych skojarzeń i sentymentalizmu,..jak dobrze czasami się jest zamyśleć,.miłego wieczoru*
OdpowiedzUsuńDziękuję Megan :)
OdpowiedzUsuń