pani Elżbiecie...
nad zieloną doliną
wzeszło różowe słońce
promykami lekko dotyka
pachnących płatków fiołka
jest tak cicho
tylko wiatr szumi
nieprzerwaną pieśń
i kołysze kępy traw
z odległego drzewa
przyfrunął zielony listek
zerwany ostrym podmuchem
tańczy w takt wichrowej muzyki
kręci się skacze
raz w dół
potem w górę
wkrótce spadnie
na złocistą czapeczkę mlecza
i ześlizgnie się w głąb zieleni
by więcej nie zaznać wolności
lecz teraz naiwny Ikar
frunie jakby ta chwila
nie miała minąć
w końcu upadnie
pozostanie po nim tylko
kilka niepozornych drobinek
chociaż tak trudno uwierzyć
ta malutka zdobiona zielenią cząstka
umocni biednego fiołka
i obdarzy go przedziwną mocą
a wtedy cała dolina
zapachnie miodem
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz