Po kwiecistej łące
Wyszywanej wzorzystym puchem mniszka
Frunie piękny motyl
Zwiewnie delikatnie
Strącając mgliste śnieżynki
Jego życie wisi na włosku
Lecz ten chwat się nie boi
Żyje chwilą
Na przeciwległym skraju
Obok spróchniałego pnia
Przycupnął czarny kruk
Lśniącym skrzydłem
Zataczając kręgi
Rozmyśla nad kruchością istnienia
Spostrzegł motylka
Pośród topieli kwiatów
Takiego beztroskiego
Pełnego radości
Zdziwiony podfrunął
By się przyjrzeć z bliska
Tajemniczej postaci
Bujającej wśród pyłku
Ujrzał drobne stworzonko
Ono także dostrzegło czarnego pana
Obejrzało się
I stanęło zdziwione
Ptak otworzył szeroko
Swe błyszczące ślepia
Stali w bezruchu
Patrząc na siebie z podziwem
Oczy błyskały żywym światłem
Lecz cóż…
Jak to często bywa
Nie mogli żyć razem
Bo on był krukiem
A ona motylem
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz